Sezon wakacyjny trwa w najlepsze, pogoda nas rozpieszcza i nic dziwnego, że coraz więcej osób wybiera wypoczynek nad zalewem Rogoźnik. Nie ma bowiem nic przyjemniejszego w upalny dzień od możliwości zanurzenia się w nieco chłodniejszej wodzie. Ostatnie, tzw. afrykańskie upały, przyczyniły się do zwiększenia liczby osób wypoczywających nad wodą. Wydawać by się mogło, że lepiej być już nie może… Wszak jest plaża, jest wyznaczone kąpielisko, a dyżur pełnią ratownicy. Okazuje się jednak, że do pełni szczęścia często brakuje nam własnej odpowiedzialności oraz rozwagi.
Dziś jest naprawdę upalny dzień. Temperatura przekroczyła już 30 stopni Celsjusza i dociera do nas, że dłużej już nie damy rady wysiedzieć na kocu. Woda jest zaledwie kilkanaście metrów od nas… Woda… Taka chłodna… Taka przyjemna… Im szybciej się w niej znajdę, tym szybciej przyniesie mi ona ukojenie. Szybkość tutaj może się okazać dla nas zabójcza. Przy tak ekstremalnie wysokiej temperaturze nasze ciało jest niezwykle mocno nagrzane. Choć serce podpowiada nam, że taki szybki skok do wody jest w tym momencie naszym największym marzeniem, rozum powinien nam wyświetlić przed oczami migający alarm pt. „wstrząs termiczny”. Tak, tak… Kiedyś ktoś o tym mówił, ale pewnie zdarza się to niezwykle rzadko i na pewno nie zdarzy się mnie. Otóż obalmy ten mit. Wstrząs termiczny jest jedną z najczęstszych przyczyn utonięć na świecie w ogóle. Przyczyną zagrożenia dla naszego organizmu związanego ze wstrząsem termicznym jest niemożność natychmiastowej adaptacji naszego układu sercowo-naczyniowego do temperatury panującej w wodzie. W efekcie najczęściej taki błyskawiczny kontakt zimnej wody i rozgrzanego ciała kończy się zatrzymaniem krążenia, a to jest już stan bezpośredniego zagrożenia życia. Pamiętajmy o tym, aby do wody wchodzić stopniowo i w miarę możliwości powoli zanurzać kolejne części ciała.
„Pani ratownik, czy mogę skoczyć z tego pomostu?” Jest to zdanie, które w swojej pracy słyszę niemal codziennie i to kilka razy. Odpowiedź na nie jest za każdym razem taka sama – „Nie, nie wolno”. Dlaczego? Przede wszystkim nikt nigdy nie zapytał się mnie o głębokość wody w tym miejscu. Ludzie wychodzą z założenia, że pomost, który się znajduje przy wypożyczalni sprzętu pływającego na pewno znajduje się w miejscu adekwatnym do oddawania wymyślnych skoków, w tym: skoków na główkę. Kiedy tłumaczę, że skoków z pomostu nie możemy wykonywać m.in. dlatego, że jest tam wody do bioder, to ludzie nie chcą mi wierzyć. Zdarza się też, że niejeden śmiałek próbuje przekonać mnie do swoich niebywałych umiejętności oddawania „płaskich” skoków na główkę. Tak się składa, że nie ma czegoś takiego jak „płaski skok”. Jest za to brawura i chęć zaimponowania. Pytanie brzmi, czy jesteś w stanie ponieść ryzyko poruszania się do końca życia na wózku inwalidzkim? Ratownik naprawdę nie jest od tego, aby zepsuć czyjeś plany… Jest od tego, abyście drodzy śmiałkowie jeszcze mogli tych planów w życiu mieć wiele.
Skoro już jesteśmy przy ratownikach. Ratownik to naprawdę jest szalenie ważna osoba na jakimkolwiek kąpielisku. Dla wielu ludzi ratownik wodnego pogotowia okazuje się być osobistym aniołem stróżem, który nieraz ratując kogoś, sam naraża swoje życie. Czy to nie jest wystarczający powód do okazywania mu szacunku? Dlaczego wciąż zdarzają się sytuację, kiedy muszę plażowiczom tłumaczyć, że jestem tam dla ich dobra? W zamian słyszę często epitety nie warte przytaczania. Pamiętacie, że jeśli ratownik coś mówi, bądź o coś was prosi to nie robi tego, aby się naprzykrzać. Robi to dla waszego bezpieczeństwa. Najczęściej powodem naszych interwencji zwracania uwagi jest niestosowanie się do regulaminu. Przed wejściem na plażę, upewnij się, że wszystko przeczytałeś. Tablica z regulaminem znajduje się zaraz przy stanowisku ratowniczym, więc jeśli coś jest niezrozumiałe to służymy pomocą. Przecież można takie rzeczy załatwiać kulturalnie, prawda?
Regulamin regulaminem… Ilu z was, którzy umilili sobie wypoczynek nad zalewem Rogoźnik faktycznie przeczytała jakie zasady tam obowiązują? Obserwuję ludzi – w końcu na tym polega moja praca i uwierzcie mi, że alkohol w torbie papierowej jest naprawdę dobrze widoczny. Niektórzy próbują mi wmówić, że piwo to nie jest alkohol, a alternatywa schładzania organizmu. Musicie wtedy być konsekwentni i po prostu po spożyciu alkoholu nie wchodzić do wody. Już nie mówię o samym spożywaniu alkoholu na plaży, gdyż nomen omen zgodnie z regulaminem jest to zabronione. Wiadomo, butelka piwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła – słyszę takie argumenty i ironicznie się uśmiecham… Przecież ten pan, który ostatnio utopił się nad morzem i osierocił rodzinę mówił tak samo taką chwilę temu…
Zmorą pracy nad zalewem Rogoźnik jest dla mnie upominanie bez końca wydawać by się mogło ludzi, którzy siedzą i kołyszą się na czerwonych oraz żółtych linach. Służą one do tego, abyście państwo mieli świadomość, gdzie znajduje się strefa dla niepływających oraz strefa dla pływających. Pod tymi linami na długości 75 metrów co kilkanaście metrów znajdują się betonowe bloczki, które służą do maksymalnego ograniczenia sytuacji „przemieszczającego się kąpieliska”. W ciągu dnia setka ludzi potrafi na tych linach siadać, naciągać je, bawić się nimi, a nawet próbować na nich stanąć, a ja i inni ratownicy potrafimy nawet setkę razy alarmować i zwracać uwagę, aby tego nie robić. I wydawać by się mogło, że to błahostka, że to jest przesada ze strony ratowników. Wiecie, że w ciągu dnia strefa dla niepływających jest w stanie ulec przesunięciu nawet o 0,5 metra głębokości? Dla wielu małych dzieci, które się tam bawią stanowi to często niemal 1/3 ich wzrostu. Tam gdzie jeszcze wczoraj stały na palcach, jutro wystraszone brakiem gruntu pod nogami mogą ulec podtopieniu. Czy już rozumiesz co mam na myśli, kiedy uprzejmie proszę Cię, abyś zostawił te kolorowe linie w spokoju? One nie są tam bez powodu…
Jest taki paradoks, że ofiarami utonięć najczęściej są osoby, które potrafią bardzo dobrze pływać. Często lekceważymy swoje możliwości. Pływanie w basenie różni się od pływania w jeziorze albo w morzu. W basenie tak naprawdę nie występują naturalne środowiskowe zagrożenia – w przeciwieństwie do zbiorników otwartych. W basenie z każdej strony mamy ścianę, natomiast w jeziorze musimy liczyć się z tym, że w chwili słabości nie mamy pod ręką niczego co by nam tą ścianę zastąpiło. Zmęczenie to nie jedyna przyczyna podtopień czy utonięć. Pamiętasz, jak ostatnio złapał cię skurcz w łydce? Okropne uczucie i niesamowity ból praktycznie niemożliwy do opanowania. Wyobraź sobie teraz doświadczyć takiego skurczu w jeziorze na głębokości dwóch metrów. Czy masz na tyle umiejętności, aby sobie z tym poradzić? Nie? To może lepiej zostać na głębokości odpowiadającej naszemu wzrostowi. Jeżeli jesteś pasjonatem pływania na wodach otwartych, zainwestuj w osobistą bojkę SP, którą wykorzystuje się w technikach samoratownictwa. Nigdy nie wiadomo, kiedy będziesz potrzebował nabrać sił.
Ostatnim grzechem popełnianym przez ludzi na plaży, są wszechobecne śmieci. Śmieci nie biorą się znikąd. To my ludzie je tam ze sobą przynosimy i nie wiem dlaczego z powrotem ich ze sobą nie zabieramy. Na plaży znajdują się śmietniki, które są codziennie opróżniane. Jaki to wypoczynek, kiedy wokół naszego koca walają się butelki, papierki i inne odpadki? Nikomu nie jest wtedy przyjemnie. Co to świadczy o nas? W piasku łatwo ukryć butelkę, niedopałki papierosów i inne niebezpieczne przedmioty. Pamiętajcie, że piasek tylko na chwilę przysłoni lenistwo i szybciej niż nam się wydaje fragment zakopanej butelki wbije się w stopę innego plażowicza. Sprzątajmy wokół siebie. Tyle i aż tyle.
Aktywny wypoczynek staje się z roku na rok coraz bardziej popularny. Woda od zawsze przyciągała największą liczbę urlopowiczów i nic nie wskazuje na to, aby miało się to kiedykolwiek zmienić. Zmienić się może tylko nasze zachowanie w takich miejscach. Bądźmy ostrożni, rozważni, słuchajmy się ratowników i bądźmy wszyscy wspólnie odpowiedzialni za bezpieczeństwo nasze i naszych bliskich oraz wszystkich innych osób przebywających wokół nas – dopiero wtedy osiągniemy pełnię szczęścia i radość z urlopu, a przecież dobrze będzie zobaczyć się z państwem za rok.


Komentarze (1):